Wyposażenie warsztatów samochodowych
2008-10-27 08:38:51
John nie wiedział co się dzieje. Siedział półprzytomny na krześle. Nie czuł nic w lewej ręce, a na prawej wyczuwał dokuczliwy ucisk skórzanego paska. Nogi skrępowane metalowym, zimnym łańcuchem uniemożliwiały jakiekolwiek poruszanie się, a cała ta sytuacja z krzesłem elektrycznym powodowała, iż myśli Johna nie koncentrowały się na ucieczce. Mimo to, podświadomie, wiedział, że musi spróbować, wiedział, że tylko ucieczka ocali jego życie. Zakrwawionymi oczyma wolno rozejrzał się po pokoju. Przy suficie dojrzał niedbale przyczepione linie diagnostyczne. W zaciemnionym rogu stały niskie meble warsztatowe, a z zapachu smaru, który unosił się w powietrzu łatwo można było wywnioskować, iż pomieszczenia te wykorzystywane były dawniej jako montażownice. W danym momencie, te drobne fakty nie stanowiły dla Johnego żadnej wartości. Nie umiał połączyć ich w całość. Jednak po kilku godzinach ciszy i bezwładnego siedzenia mózg jego zaczynał odzyskiwać całkowitą przytomność i dawną bystrość, jaką wykazywał się na polu walki. Montażownice, a raczej to co po nich zostało, stwarzały, niewielką i ryzykowną, ale ciągle opłacalną, szansę ucieczki. Wystarczyło uwolnić się z uwięzi, które przytwierdzały go do krzesła elektrycznego, a następnie przeciąć linie diagnostyczne, wykorzystując do tego rozbite wcześniej meble warsztatowe. Plan wydawał się prosty. John sam nie wiedział jak do tego doszło, ale po niespełna kwadransie stał przed nad rozbitymi meblami. Meble warsztatowe doskonale nadawały się do zadania, jakie należało wykonać. Ostre krawędzie z łatwością poradziły sobie z solidnie wyglądającymi liniami i pozwoliły wydostać się na zewnątrz, dzięki oszołomieniu strażnika. Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom Johna montażownice były niegdyś inaczej skonstruowane niż zakładał, a przecięte linie diagnostyczne prowadziły po prostu do nikąd. John stał oniemiały. Po głowie kłębiły się myśli, ale żadna nie wydawała się godna uwagi. Sytuacja stawała się napięta. Zapadające ciemności utrudniały orientację w terenie, a wycie syren obwieszczających jego ucieczkę postawiło na nogi cały obóz. Meble warsztatowe, a właściwie ich części stanowiły jedyną broń Johna. Ociekający potem dotarł do ogrodzenia zmordowany jak nigdy w życiu. Fakt zabicia każdej jednostki wroga znajdującej się w obozie ciążył mu nieznacznie. Cieszył się z wolności, cieszył się solidnie wypełnioną misją.
Pozostaw swój komentarz